Karny jeż boli jak klaps

Foto: Tobbo/pixabay.com

„Marsz do pokoju!” Gdy rodzicom brak już argumentów, a dziecko o uspokojeniu się ani myśli, często padają właśnie te słowa. Ale okazuje się, że tzw. karny jeż może boleć tak, jak klaps.

Chwila w samotności to środek wychowawczy polecany przez pediatrów i psychologów dziecięcych. Wyznacza jasne granice i jest daleki od agresji fizycznej. Jednak najnowsze badania amerykańskich naukowców dowodzą, że dla mózg malucha samotność w trudnych chwilach jest bardzo bolesna.

Naukowcy z Akademii Medycznej UCLA w Stanach Zjednoczonych zbadali plastyczność komórek nerwowych. Po pierwsze ich obserwacje dowiodły, że powtarzalne czynności i schematyczne zachowania zmieniają fizyczną strukturę mózgu. Wpływ na nią mają również relacje opiekunów z maluchami, także sposoby radzenia sobie w trudnych, wychowawczych chwilach. To one przecież stanowią lwią część naszych wspomnień z dzieciństwa.

- Dyscyplina to nauka radzenia sobie z emocjami, a nie karanie - powiedzieli magazynowi Time prof. Daniel J. Siegel oraz dr Tina Payne Bryson, którzy badania przeprowadzili.

Czym więc staniem w kącie jest dla mózgów najmłodszych? Podstawowym doświadczenie, z którym styka się dziecko, gdy jest nadmiernie pobudzone jest izolacja. Nawet jeżeli rodzice wybierają karnego jeża z miłości, to dziecko odbiera ten rodzaj kary zupełnie inaczej. Wnioski badaczy są przygnębiające – jeśli się pomylisz, albo masz złe samopoczucie, z którym jeszcze nie umiesz sobie poradzić, zostaniesz z tym problemem sam. – Dla dziecko to po prostu odrzucenie – twierdzą naukowcy.

Kolejny wniosek płynący z obserwacji naukowców – badania obrazowe mózgu pokazują, że ból spowodowany izolacją jest bardzo podobny do fizycznego odczuwania bólu. Może wynikać to z tego, że człowiek ma ogromną potrzebę bycia z innymi. Dziesiątki lat badań pokazują, że szczególnie w trudnych chwilach chcemy przebywać w pobliżu życzliwych nam ludzi. To oni nas uspokajają i pocieszają. Natomiast gdy dzieci tracą kontrolę nad swoimi emocjami, rodzice wysyłają je do kąta – twierdzą prof. Siegel oraz dr Bryson. Robią to w dobrej wierze, bo często nie zdają sobie sprawy z tego, że dziecko zamiast myśleć o swoim zachowaniu, pomstuje na karzące je osoby.

Amerykańscy naukowcy uważają, że dzieci często są przeciążane emocjami. – Tak bardzo chcą coś mieć lub coś zrobić w danej chwili, że w momencie braku tego wydarzenia stają się agresywne i niechętne do współpracy – mówią prof. Siegel i dr Payne Bryson. Świadczy to o tym, że dziecko nie wykształciło jeszcze umiejętności samoregulacji. Złe zachowanie powinno więc zostać odebrane przez rodziców jako wołanie o pomoc w uspokojeniu się.

Prof. Siegel i dr Payne Bryson uważają, że lepiej budować więź poprzez przebywanie razem. Najlepiej usiąść z dzieckiem i z nim porozmawiać. Naukowcy twierdzą, że słowem też można uspokoić. Taki czas spokoju może być dla dziecka niezwykle cenny, ponieważ uczy, jak panować nad własnymi emocjami. Rodzice pokazujemy przez to, jak krótka przerwa, nawet w ciszy, i spokojna rozmowa mogą wpłynąć na nasz nastrój. Szczególnie najmłodsze dzieci powinny w ten sposób uczyć się, że ze złymi emocjami najlepiej zmagać się w towarzystwie sprzymierzeńca, jakim jest rodzic, a nie w samotności. Taka postawa może w przyszłości tylko zaowocować.

Źródło: time.com