Kiedy dziedzictwo staje się dziedzictwem

foto: www.shutterstock.com

Rzeczy przemijają. Fakt ten jest ich największą wartością. Okazuje się bowiem, że częstokroć dziedzictwo powstaje w momencie, gdy… zaczyna niszczeć i znikać – przekonuje dr Dawid Kobiałka, archeolog współczesności.

Zdaniem dr. Kobiałki, obecnie szybciej dążymy do zachowania pamięci o minionych czasach. Zaledwie kilkadziesiąt lat po upadku komunizmu powstają muzea PRL-u czy NRD. Refleksja nad dziedzictwem przyspieszyła. „Przecież jeszcze 100 lat temu antykwariusze gromadzili głównie przedmioty należące do cywilizacji sprzed tysięcy lat – egipskiej czy mezopotamskiej. Ale co tak naprawdę powoduje, że coś uznajemy za dziedzictwo warte zachowania i ochrony?” – zastanawia się naukowiec w swoich pracach.

Tramwajem do przeszłości

Archeolog ilustruje proces „powstawania” dziedzictwa na podstawie dawnej zajezdni tramwajowej nr 5 przy ulicy Legnickiej we Wrocławiu. Tam przez dziesiątki lat na bocznicach stało kilkadziesiąt pojazdów. Niektóre z nich mają niespełna 100 lat. „Przez lata tramwaje te były bezużyteczne. Uznano je za przestarzałe i porzucono, traktując jak śmieci. Z tego kontekstu pojazdy przeszły niezauważenie w kolejny – w momencie, gdy zaczęły poważnie niszczeć, zaczęto bić na alarm i żądać ich ochrony. W tym momencie stały się dziedzictwem historycznym” – mówi dr Kobiałka.

Życie maszyny

Uczony zwraca szczególną uwagę na zmianę kontekstu. Początkowo tramwaje były elementem kultury żywej, potem potraktowano je jako bezużyteczne, po czym za skarb – dziedzictwo warte ochrony dla przyszłych pokoleń. „Co ciekawe, przez lata nikt się tymi pojazdami nie interesował. Po czym nastąpiła zmiana. Pojawiła się chęć i pragnienie ich ochrony, ale stało się to możliwe tylko z tego względu, że zaczęło grozić im niebezpieczeństwo” – zauważa naukowiec. Przyjmując takie rozumowanie, okazuje się, że gdyby tramwajom nie zagrażała dewastacja, ich los nie wywołałby zainteresowania. Byłyby traktowane obojętne.

Stare jest dobre

Zdaniem naukowca, gdyby tabor odrestaurowano – miejsce straciłoby swój „egzystencjalny” wymiar. Po przemianie w muzeum zajezdnia nie byłaby już „autentyczna”. Byłoby to miejsce oderwane od życia codziennego, sterylne. Z pewnością mniej dostępne i odwiedzane. Archeolog zauważa dalej, że ruiny są tak interesujące i fascynujące dlatego, iż są właśnie ruinami. „Spójrzmy prawdzie w oczy. Jeśli nasze działania związane z zachowaniem wszystkiego z przeszłości byłyby skuteczne, mielibyśmy poważny problem, który można porównać do choroby zwanej hipermnezją – zdolności zapamiętywania w zasadzie wszystkich wydarzeń z życia” – podsumowuje.