Krzysztof Hołowczyc o bezpiecznym podróżowaniu

Krzysztof Hołowczyc / foto www.avonwalk.pl

Joanna Osmańska: W jaki sposób warto przygotować się do podróży wakacyjnej, żeby była to podróż bezpieczna?

Krzysztof Hołowczyc: Wszyscy dziś podróżujemy. Dla niektórych są to podróże krótsze, a dla niektórych – nawet przy krótkim dystansie – bardzo długie, jeśli chodzi o czas. I z tej perspektywy warto się przygotować.

Często mówimy, że mamy do pokonania jedyne 300 km, czyli w normalnych warunkach powinniśmy przejechać w trzy i pół lub cztery godziny, a często jest to sześć albo osiem godzin. Po pierwsze, mamy w Polsce ciągle drogi w przebudowie. Zjeżdżamy z głównych autostrad, których już kilka mamy, i trafiamy na drogi w słabym stanie. Dlatego nie kilometry są ważne, a czas podróży i to musimy mieć zaplanowane. Stąd też warto przygotować się na sytuacje, w których możemy zdecydowanie później dojechać. Bo pojawia się taki symptom, że jedziemy godzinę, dwie lub trzy i wydaje nam się, że już powinniśmy być, a jeszcze nawet połowy drogi nie ma. I zaczyna się nerwowość i próby dogonienia czasu, a tego nie da się dogonić.

Dodatkowo, przy bardzo agresywnej, dynamicznej jeździe w korku, nic nie zyskujemy. Możemy przesunąć się o kilka samochodów do przodu, często mocno ryzykując i denerwując się, a sytuacja, w której się wtedy znajdujemy, jest podobna dla wszystkich i trzeba się uzbroić w cierpliwość.

Natomiast od technicznej strony, musimy uzupełnić płyny w aucie, bak paliwa, bo stojąc w długim korku, możemy zatrzymać się na dobre z powodu jego braku. Ważny jest też sprawny układ chłodzenia. Często widuję, jak ktoś stoi w korku, maskę samochodu ma podniesioną i widać pod spodem kałużę, czyli wentylatory nie działały – ugotował się samochód.

Nie ma co się oszukiwać, sprawność samochodu powinna być stała, ale przed taką podróżą warto jednak, jeśli mamy dobry serwis, sprawdzić czy wszystko gra, czy wszystkie płyny są uzupełnione, bo robienie tego samemu, w coraz bardziej nowoczesnych autach, robi się po prostu trudne.

J.O. Jaka pora dnia jest najlepsza, żeby wyjechać w podróż wakacyjną?

K.H. Mamy to szczęście, że teraz świt jest dosyć wcześnie. Ja preferuję ten moment, kiedy jest już jasno i można jechać. Czasami jest to bardzo wcześnie, natężenie ruchu jest wtedy najmniejsze i  ruszamy. Trochę jedzie się między ciężarówkami, ale jeśli mamy możliwość wyruszyć wcześnie, to ominie nas sporo korków. Jeżdżenie świetnie się sprawdza w sobotę po południu lub wieczorem, a w niedzielę rano podróż to marzenie. Jedziesz i myślisz sobie: „ten kraj jest jak kiedyś”, można przejechać w normalnym tempie i wcale się nie spiesząc i czasy przejazdu są niezłe, ale nie każdy może sobie precyzyjnie wybierać dzień. Często jedziemy tak, jak wszyscy i natężenie ruchu potrafi być potworne. Dobrze jest w aktywnych nawigacjach zerkać na te pojawiające się czerwone kreseczki i to daje szansę, żeby omijać korki i jeździć bocznymi drogami. To się wręcz bardzo opłaca, jeśli chodzi o czas.

J.O. Czy ma dla Pana znaczenie ułożenie drobnych przedmiotów w samochodzie?

K.H. To jest element bezpieczeństwa i jeśli mamy duże, ciężkie przedmioty gdzieś w kabinie, przy jakimkolwiek gwałtownym hamowaniu one startują, nie mówiąc o stłuczce czy o ciężkim wypadku, bo wtedy są one pociskami, które mogą nam zrobić krzywdę. Twarde przedmioty, nawet telefon czy tablet, mogą nam zrobić ogromną krzywdę w momencie, gdy mamy jakąś kolizję. Tak że pamiętajmy, że wszystko jest fajnie, jak się nic nie dzieje, bo nasz salon sobie pięknie jedzie, my sobie rozmawiamy jest cicho i spokojnie. W momencie awaryjnej, gwałtownej sytuacji te przedmioty, które nie są umocowane, szybko startują i to nie tam, gdzie chcemy.

J.O. Dziękuję za rozmowę.

K.H. Dzięki.

Wywiad został zrealizowany podczas tegorocznego wydarzenia Avon Walk.