Przygody Tomcia Palucha – Baśnie braci Grimm

Dawno, dawno temu żył sobie pewien olbrzym, który posprzeczał się o podział skarbu z pewnym bardzo zachłannym czarodziejem.
– Mógłbym cię zmiażdżyć jednym palcem, gdybym tylko chciał, a teraz zejdź mi z oczu! – ostrzegł olbrzym czarodzieja na koniec kłótni. Czarodziej szybko się oddalił, ale z bezpiecznej odległości rzucił na olbrzyma straszną klątwę: – Abra- kadabra, czary- mary, niech twój syn, którego wkrótce da ci żona nie urośnie większy od mego palca!
Kiedy Tomcio Paluch przyszedł wreszcie na świat, rodzice mieli z nim mnóstwo kłopotów: nigdy nie mogli go znaleźć, bo ledwie było go widać. A rozmawiać przy nim musieli tylko szeptem, żeby go nie ogłuszyć. Taki ich synek był maleńki.
Tomcio wolał bawić się z drobnymi stworzeniami mieszkającymi w ogrodzie niż przebywać z rodzicami, którzy tak bardzo różnili się od niego. Jeździł sobie na oklep na ślimaku, tańczył w trawie z biedronkami i w ogóle czuł się najlepiej wśród wszystkiego, co małe. Ale pewnego pechowego dnia zdarzyło się, że udał się nad staw z wizytą do przyjaciółki żabki. Ledwie wsiadł na liść, niczym na łódkę i popłynął, połknął go wielki szczupak. Los jednak zgotował tej rybie smutny koniec – w chwilę później szczupak schwycił przynętę rybaka i niebawem znalazł się pod nożem kucharza w pałacowej kuchni. Wszyscy słudzy bardzo się zdziwili, kiedy w brzuchu ryby zobaczyli malutkiego Tomcia Palucha, całego i zdrowego. Ha, co robić z tym malcem? – zastanawiał się kucharz. Aż wpadł na dobry pomysł – przecież ten mały może zostać królewskim paziem! Jest taki maleńki…  Umieszczę go na torcie, który zaraz upiekę. Kiedy będzie maszerował po cukrowym moście i grał na trąbce wszyscy oniemieją z wrażenia!
Jeszcze nigdy na królewskim dworze nie widziano takiego dziwu – goście oklaskiwali z przejęciem kunszt nadwornego kucharza. Sam król bił brawo najgłośniej, a potem wręczył kucharzowi woreczek złota. Jednak najlepiej wyszedł na tym wszystkim sam Tomcio Paluch – został paziem na stałe i cieszył się wszystkimi zaszczytami jakie to stanowisko przynosi. Biała myszka służyła mu za wierzchowca, złota szpilka za miecz, miał także prawo jadać przy królewskim stole.  W zamian za to w czasie biesiad maszerował dumnie w tę i z powrotem, a także przechadzał się pomiędzy talerzami i kieliszkami, zabawiając gości króla graniem na maleńkiej, złotej trąbce. Nie wiedział jednak, że miał wroga – kocur, który dotąd był królewskim ulubieńcem od czasu pojawienia się Tomcia zupełnie przeształ się liczyć na dworze. Któregoś dnia zaatakował malca w ogrodzie. Na jego widok Tomcio nie miał zamiaru uciekać, a tego kot nie przewidział… Maleńki paź wydobył swą złotą szpilkę i krzyknął: „Do ataku! Do ataku!”. Ugodzony raz i drugi maleńkim mieczem kot podwinął ogon i pierzchnął, po czym niby przypadkiem spotkał króla na schodach.
„Najjaśniejszy panie” – miauknął cichutko. – „Strzeż się! Podły Tomcio Paluch zamierza wsypać ci truciznę do jedzenia!” – kłamał jak najęty. Władca, który kiedyś objadł się czereśniami i miał z tego powodu tak straszne boleści, że musiał długo leżeć w łóżku zadrżał na samą myśl o truciźnie. Posłał więc po Tomcia. Na dowód swoich słów kot przedstawił listek trującej rośliny, który wyciągnął spod siodła białej myszki. Nie musimy dodawać, że przewrotne kocisko wcześniej samo ów listek wcześniej tam ukryło. Tomcio Paluch był tak zdumiony, że nie mógł wykrztusić słowa, aby zaprzeczyć oskarżeniu kota. Więc król bez dalszych ceregieli uwięził Tomcia. Ponieważ paź był maleńki, zamknięto go w zegarze. Mijały dni i tygodnie, aż pewnej nocy zauważyła malca wielka ćma latająca po komnacie.
– „Wypuść mnie, wypuść!” – zawołał do niej Tomcio Paluch. Tak się zdarzyło, że ćma sama dopiero co została uwolniona z pudełka w którym ją więziono. Żal się jej zrobiło Tomcia, więc wypuściła go z zegara ze słowami: – „Zabiorę cię do królestwa motyli, gdzie wszyscy są tacy mali, jak ty!”. I tak się też zdarzyło. Jeśli znajdziecie się kiedyś w królestwie motyli możecie poprosić, żeby wam pokazano pomnik motyla. Tomcio Paluch zbudował ów pomnik na pamiątkę szczęśliwego zakończenia swojej przedziwnej przygody.