Siedem kruków – Baśnie braci Grimm

Dawno, dawno temu, daleko stąd, w samym sercu wysokich gór znajdowała się zielona dolina. Płynął nią strumień o kryształowej wodzie, a nad nim pewien leśnik zbudował sobie dom z kamienia. Ów leśnik miał żonę, siedmiu synów i jedną córkę. Ciężko pracował, wiele czasu spędzając poza domem. Wychowywanie dzieci spadło więc na barki żony. Córka nie sprawiała żadnych kłopotów, była bowiem ładna, miła i pomocna. Utrapieniem natomiast byli nieposłuszni i kłótliwi chłopcy. Byli niegrzeczni i zupełnie nie słuchali matki, co bardzo ją martwiło. Kiedy jej mąż wracał do domu, zmęczony po całym tygodniu pracy, nieszczęsna kobieta nie chciała mu przysparzać dodatkowych kłopotów narzekaniem na złe zachowanie synów. Nie rozumiała, że ukrywając zmartwienia przed mężem jeszcze pogarsza sytuację. Rozzuchwaleni chłopcy stali się zupełnie nie do wytrzymania. Wykorzystywali ciągła nieobecność ojca i czuli się całkiem bezkarni.
Najbardziej cierpiała przez to ich siostra, ponieważ kochała swoich braci, mimo iż byli źli. Ale nade wszystko kochała matkę. Była jednak najmłodsza z rodzeństwa, bracia więc nic sobie nie robili z jej uwag. Pewnego dnia chłopcy zrobili coś na prawdę okropnego. Otóż w lesie rósł pewien gatunek trawy, szczególnie niebezpiecznej dla zwierząt. Leśnik zawsze powtarzał synom, aby pilnowali kóz i nie pozwalali im jeść tej rośliny. Tymczasem okrutni i bezmyślni chłopcy napchali worek tą właśnie trawą, a potem wymieszali ją z tą właśnie paszą. Kozy i krowa poważnie się rozchorowały. Miały wzdęte brzuchy i cierpiały takie boleści, że w ogóle nie mogły wstać. – Ojej, nie będziemy mieli już więcej mleka! Nie będzie z czego robić sera! – rozpaczała matka. – Jak my przeżyjemy? A złośliwi synalkowie tylko się śmiali, nie zdając sobie sprawy ze spowodowanej szkody. Kiedy tak się zaśmiewali, matka straciwszy w końcu cierpliwość zawołała: – Szkoda, że nie jesteście krukami, a nie moimi synami! Ledwie wypowiedziała te słowa tajemnicza chmura zakryła słońce, nagle stało się bardzo zimno, a chłopcy zamienili się w kruki i odlecieli z głośnym krakaniem. Matka tak się przeraziła i tak bardzo pożałowała swoich słów, że aż się rozchorowała. Kiedy następnego dnia ojciec wrócił z pracy do domu i dowiedział się, co się stało, bardzo się tym przejął. Próbował pocieszać żonę, że to nie jej wina iż spełniło się straszne życzenie, ale od tej chwili w ich domu zapanował smutek i przygnębienie.
Minęło sporo czasu i mała dziewczynka podrosła. Rzadko kiedy się uśmiechała, bo nadal pamiętała braci. Pewnego dnia poprosiła mamę, by pozwoliła jej iść na poszukiwanie chłopców. – Znajdę ich, czuję to! Wiem, że muszę iść i że oni na mnie czekają! Pozwól mi ich szukać matko i pobłogosław na drogę – przekonywała.
Matka nie mogła się oprzeć tym prośbom, więc dziewczynka wreszcie wyruszyła z domu, zabierając ze sobą małe zawiniątko z jedzeniem. Szła dwa dni przez las, kierując się ku szczytom. Wkrótce nie miała już nic do jedzenia, ubranie podarło się na niej, czuła chłód i ogromne zmęczenie. Trzeciego dnia o świcie zobaczyła we mgle dziwny mały domek. Coś ją do tego domku ciągnęło, mimo że był ponury i nie wyglądał zachęcająco. Kiedy znalazła się w środku zobaczyła niewielki stolik, a na nim siedem misek. Serce zabiło jej mocniej, być może znalazła to, czego szukała… Zobaczyła jeszcze duży garnek pełen owsianki stojący na ogniu, a ponieważ była bardzo głodna, nałożyła sobie do miski trochę strawy i zjadła z apetytem.
Później poszła na górę. Znajdowała się tam mała sypialnia, a w niej siedem łóżeczek, każde nakryte inną derką. Łzy nagle napłynęły dziewczynce do oczu, zdała sobie bowiem sprawę, że odnalazła swoich braci! Zmęczona trudami przebytej drogi i trudnościami, położyła się na jednym z posłań i zasnęła. Po jakimś czasie drzwi domku otworzyły się i do środka weszło siedem kraczących kruków. Zaraz zasiadły wokół kuchennego stołu. – Ktoś wyjadł nam trochę zupy! – powiedział jeden z nich, znalazłszy miskę po owsiance. – Ale kto by się tu do nas wybrał? – zapytał drugi. – Przecież nikt nigdy nie będzie nas szukał! – dodał smutno trzeci.
Kiedy kruki skończyły jeść naciągnęły na łby szlafmyce i udały się na spoczynek. A w swojej sypialni znalazły śpiąca dziewczynkę. – Ależ to jest… – zaczął jeden z kruków, i dotknął delikatnie dziobem warkocza dziewczynki. – Tak, to jest nasza siostra! – wykrzyknęły wszystkie chórem. W tym momencie dziewczynka otworzyła oczy i kiedy zobaczyła, że otaczają ją wielkie i brzydkie ptaszyska – przestraszyła się. Tymczasem jeden z kruków przemówił zadziwiająco łagodnym głosem: – Nie bój się siostrzyczko! W odpowiedzi dziewczynka zerwała się z łóżka i wyciągnęła rączki. – Znalazłam was, znalazłam! Nareszcie jesteśmy razem! – wykrzyknęła. Siedem kruków spojrzało na nią ze smutkiem, a jeden z nich rzekł: – Jesteśmy tacy szkaradni, nie brzydzisz się nas?
– Kocham was bardzo! – Siostra uścisnęła ptaki po kolei. – Nawet jeśli zmieniliście się w kruki, nadal jesteście moimi braćmi! Usłyszawszy to kruki się wzruszyły i zaczęły płakać. – Dlaczego nie wrócicie ze mną do domu? – zapytała dziewczynka. – Bardzo chciałybyśmy wrócić – odpowiedziały kruki –  I ogromnie żałujemy swojego złego postępowania, ale czy możemy pokazać się rodzicom w takiej postaci? – Matka przyjmie was takimi, jakimi jesteście, jestem tego pewna! Ciągle płacze i myśli o was – powiedziała im siostra. Po długich naleganiach w końcu przekonała braci, żeby razem z nią wrócili do rodzinnego domu. – Nie musimy się wspinać po górach. Pofruniemy i uniesiemy cię ze sobą – powiedzieli bracia. Kiedy już mieli wyruszać najmłodszy z nich zawołał: – Zaczekajcie chwileczkę! Zabierzemy dla matki w prezencie wszystkie te błyskotki, które znaleźliśmy. – Są na prawdę piękne! – zachwycała się dziewczynka. – Podobają ci się? Być może są drogocenne. Gdy my kruki widzimy coś błyszczącego, nie umiemy się powstrzymać i zaraz to porywamy. – O! Ten tutaj błyszczy bardziej niż inny! Może to prawdziwy diament? – Rozmarzyła się siostra. Wreszcie polecieli. Z góry świat wyglądał całkiem inaczej. Najpierw dziewczynka trochę się bała, ale siedem kruków trzymało ją mocno, więc czuła się bezpiecznie. Frunęli dość długo, aż ich oczom ukazała się dolina, strumień i domek. Na podwórku jednak nie było nikogo. – Poczekajcie tutaj. Pójdę i zawołam matkę. – Rzekła siostra do braci. Cichutko weszła do kuchni, a tam zobaczyła nieszczęsną matkę opartą o stół i zapłakaną. Uściskała ją i ucałowała mówiąc: – Mateńko, jestem z powrotem i mam dla ciebie niespodziankę! – Jesteś nareszcie! Myślałam już, że utraciłam cię na zawsze! – Z ulgą przyznała matka. Po czym wyszła na podwórko i zobaczyła kruki. – Oh, moi biedni synkowie! Jakże za wami tęskniłam! Tak bardzo żałuję, że wypowiedziałam wtedy to przekleństwo! Matka nie powinna nigdy mówić takich rzeczy przeciwko własnym dzieciom! – My też żałujemy, że byliśmy tacy podli. Przepraszamy za wszystko! – Kajały się wzruszone kruki. W końcu wszyscy razem zaczęli płakać, żałując tego, co się niegdyś stało. I wtedy podziałał kolejny czar. Siedem kruków na powrót stało się chłopcami. Ojciec usłyszawszy co się dzieje, wybiegł na podwórko. – Bogu dzięki, że znowu mogę oglądać moje dzieci! – Zawołał. Mijały lata i szlafmyce kruków były jedyną pamiątką tej wzruszającej historii. Zaś kamienie, które kruki przyniosły rodzicom okazały się drogocenne, tak że skarb zapewnił całej rodzinie dostanie życie.